Galdhøpiggen 2469 m. npm.

5:30 pobudka! Oczy nie chcą się otworzyć, nogi jeszcze nie czują się na siłach, żeby wstać a ty już wiesz, że czeka Cię kilkugodzinny spacer pod górę…
I to nie jakąś tam górkę, ale najwyższy szczyt Skandynawii! Galdhøpiggen mierzy 2469 m. npm., ale muszę przyznać że raczej należy do łatwych wejśc,
spokojne pagórki rozciągają się przez wiele kilometrów po kamieniach i to jedyny minus, ale każdy spokojnie sobie poradzi 😉 Jedynie koncycja!
Na wejście trzeba liczyc ok 4-5 godzin, zejście 3-4.. Także trochę chodzenia jest ;p Na szczęście widoki są przepiękne przez całą drogę!

My wybraliśmy się wcześnie rano i ufff, dzięki Bogu udało się wstać! Wędrówkę rozpoczęliśmy jako jedni z pierwszych, a za nami ciągnął się
już sznur ludzi.. Po dotarciu na szczyt spotkaliśmy kilka osób, ale w drodze powrotnej minęliśmy chyba ze 100 osób, nie wiem jak oni znaleźli miejsce na zjedzenie czegos i odpoczęcie… ale na ładne zdjęcie nie było mowy, wszędzie byłyby głowy innych wędrowców.
Takżę przysłowie ” Kto rano wstaje, temu pan Bóg daje ” sprawdziło się w 100%! No i co najważniejsze, wschód słońca odkrył przed Nami jeszcze piękniejszy widok!

previous arrow
next arrow
Slider

 

Początek był bardzo spokojny i nie sprawiał żadnych trudności, idzie się po ścieżce, znaki na kamieniach ustawione są co kilka metrów, więc
nikt nie ma problemu z odnalezieniem drogi. To spore ułatwienie, bo wiele razy w górach nie ma oznaczeń i w trydnych warunkach pogodowych,
to moze być spory, dodatkowy wysiłek. Ostatnie baranki napotkaliśmy tuż przed płachtą śniegu, zastanawiałam się, co one tam jedzą…
większość powierzni to skały, no ale widocznie im wystarczyło trochę tamtejszej trawki 😉 Także ” pa pa zwirzątka ” i myyyk pod górę
na mokrym śniegu! Wejść było łatwiej, ale z zejściem zabawniej ;D No dobra, koniec tego dobrego… Czas na wielkie kamienie, które zaczęły
sprawiać problemy… Trzeba bardzo uważać gdzie stawia się stopę i warto zainwesotwać w lepsze byty z usztywnieniem i twardą podeszwą, bo
w miękkich można łatwo skręcić kostkę.. Nikomu nic się nie stało, a wchodziliśmy z kilkoma baaaardzo starszymi osobami, ok 80 lat, więc
skoro oni mogli, to każdy może! Chociaż oczywiście warto jednak nie ryzykowac i założyć lepsze obuwie 😉

 

po 2,5 godziny doszliśmy do dolinki, z której widać szczyt na jakąś górę, zastanawialiśmy się, dlaczego wszyscy tam idą, zamiast ją ominąć i iść dalej w stronę Naszego,

po godzinnej wspinaczce już wiedzeliśmy, napotkaliśmy tam niezłą przepaść i sporo lodowca, więc lepiej wejść 

na górę i z niej zejść, zamiast ryzykować życiem… Chociaż w drodze powrotnej kusiło przejść po śniegu ;D

 

I tutaj widzimy już szczyt! A każdy kto po górach chodzi wie, że w tym momencie zmęczenie schodzi w zapomnienie i nowa eneria napływa do mięśni! W dodatku pierwszy odcinek idziemy w dół! Przecież schodzimy z innej góry 😀

Wydawałoby się, że miejsce docelowe jest na wyciągnięcie ręki, ale jeszcze spory kawałek… Słoneczko parzyło coraz mocniej, więc chłodny wiaterek, który
nadchodził z nad lodowca, był tutaj przyjemnym ochłodzeniem, chociaż ciężkie plecaki zostawiały na plechach sporą mokrą plamę,
więc warto uważać i założyć cienką kurtkę przeciw wiatrową, żeby się nie rozchorować.

Jeszcze kawałaczek, jeszcze kilka minut i jeeeeeeej! Jesteśmy! <3 Wejście zajęło nam równe 5 godzin, ale myślę że każdy wejście w 4 bez problemu,
ja robiłam zbyt dużo przystanków na zdjęcia i 2 dni wcześniej rozcięłam stopę w morzu, nie wiem czy ostry kamieć, czy szkło, ale cos tam było napewno,
bo rozcięcie było bardzo głębokie i linia przechodziła przez całą szerokość stopy, więc wchodzić na taką wysokość ok 7 km, nie było lekkie..
Przynajmniej miałam powód, żeby się częsciej zatrzymywać i nikt nie mógł się na to skarżyć ;D
Godzina 12:00, kanapeczki, czekoladka, kawusia i godzinny relax. Było tak ciepło, że większość ludzi wylegiwało się na kamieniach, nie
myśląc o zejściu, było zbyt przyjemnie, ale nadciągający z dołu tłum ludzi przyspieszył Nasze tembo. Grupa Wspinaczy, którzy nadchodzili z innej
drogi biegnącej przez lodowiec, wyglądała jak małe mrówki na tle gór, ale zbliżali się coraz szybciej, więc warto ich ominąć… Za plecami mięliśmy tez
trzech młodych chłopców, których muzyka z głośnika również nie pozwalała nam na dłuższe pozostanie na łonie natury..

 

Także czas na dalszą drogę! Zejscie było dużo trudniejsze… Przeskoki po kamieniach, szczególnie dla osób niewprawionych, może być
bardzo trudne, palce od stup bolały juz po 30 minutach, kolana zaczęły po 2 godzinach… A na dodatek ześlizgnięcie po śniegu w dół,
spowodowało bardzo dużą ilością śniegu w butach, mokre skarpetki i ała, stopy bolały mocniej i monciej…

 

Tego dnia, nie nalezałam do najszybszych, wolałam dać sobie czas i zejść spokojnie, nikt Nas nie gonił, a warto poświęcić więcej czasu, niż zdrowie 😉 Poza tym, stopy wyglądały strasznie! Nie wiem nawet, jak ja zdołałam zejść w całości ;D Oczywiście bez przewrotki się nie obyło, ale moje każde zejście z gór kończy się siniakami na nogach.. 

Namiot zaczął być widoczny ok godziny 17:00, także doszliśmy! Cali i zdrowi spakowaliśmy namiot i postanowiliśmy wynająć pokój w hotelu! ;D
Po takiej wyprawie marzyliśmy tylko o wygodnym łóżku i czystym prysznicu ;D

Przydatne Informacje!

  • Warto znaleźć nocleg wcześniej, żeby zacząć wędrówkę wcześnie rano, polecam camping zaraz przed samym wejściem na górę, jest tylko jedna droga i dalej nie pojedziesz, także łatwo znaleźć 🙂 50 kr parking, za namiot nic nie płaciliśmy 🙂 Ciepła woda do zakupienia w recepcji, koszt to 15 kr za 5 minut. 
  • Dobre buty to podstawa, mocno wodoodporne i ze sztywną podeszwą, przyda się na śniegu i kamieniach 😉
  • Po zejściu mięśnie będą w ciężkim stanie, w zależności od kondycji i odporności, ale zamiast spać w namiocie, można wykupić noc w pobliskim hotelu w Lom, my wybraliśmy Fossber hotell 🙂 Koszt to 1590 kr za 2 osoby, wygodne łóżko i piękny widok z tarasu 🙂 Jedyny minus, słabe śniadania… bardzo słabe, nawet jak na Norwegię ;p
  • Dużo wody! Nam trafiła sie piękna pogoda, więc spragnienie dawało się we znaki już od samego początku. Plusem są strumyki, które przez pierwsze 2 godziny napotykamy na drodze, warto tam uzupełnić zapasy! 
  • Pogoda może zmienić się z minuty na minutę, kurtki przeciwdeszczowe to podstawa.
  • Śnieg leży tam przez cały rok, oczy mogą się zmęczyć od odbijanego słoneczka, możne zabrać okulary z filtrem 😉 
  • Powolutku i bezpiecznie! Więcej widoków, więcej zabawy! 😀

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *